top of page

WARM-UP 20-LECIE. Kobiecość, która nie pyta o pozwolenie

  • 17 gru 2025
  • 2 minut(y) czytania

Są wieczory, które zostają w człowieku na długo. Nie dlatego, że „wypadało” na nich być, ale dlatego, że coś w środku kliknęło — jakby ktoś przypomniał Ci, że życie ma smak wtedy, kiedy od czasu do czasu wybierasz odwagę.


Taki był dla mnie jubileuszowy pokaz Mariusza Przybylskiego „WARM-UP 20-LECIE” — celebracja dwudziestu lat jego pracy i twórczej drogi, która od lat idzie własnym rytmem.


To wydarzenie miało w sobie coś monumentalnego — odbyło się w przestrzeni Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie, w miejscu surowym, mocnym, pełnym powagi… a jednak tego wieczoru zamienionym w scenę dla sztuki, emocji i odwagi.


Kobiecość bez metryki


Wokół mody jest wiele stereotypów. Że coś „wypada”, że coś „nie wypada”. Że pewne rzeczy są „dla młodych”, a inne „na później”. Tylko ja coraz częściej myślę, że kobiecość wcale nie polega na tym, żeby się mieścić.


Dla mnie kobiecość to decyzja, żeby być widoczną. Żeby nie przepraszać za swoją energię, doświadczenie, ciało, temperament. I właśnie dlatego takie wieczory mają znaczenie — bo pokazują, że wiek nie jest ograniczeniem, tylko historią, którą nosisz w sobie. A ta historia może być piękna, mocna, inspirująca.


Strefę komfortu zostawiam w garderobie


Nie będę udawać — to jest zawsze moment, w którym serce bije szybciej. Nieważne, czy to pierwszy raz, czy kolejny. A w moim przypadku to nie był pierwszy pokaz Mariusza, dlatego tym bardziej wiedziałam, że będzie intensywnie: światło, muzyka, tempo, energia ludzi dookoła.


W relacjach z tego wieczoru często powtarza się, że to nie był „zwykły pokaz”, tylko manifest — celebracja twórczej odwagi i nowej energii. I ja się z tym zgadzam. To było jak wejście w inną rzeczywistość: precyzja, rytm, klimat, dopracowanie.


Wychodzenie ze strefy komfortu nie zawsze wygląda jak wielka rewolucja. Czasem to jest po prostu krok do przodu — mimo tremy, mimo myśli: „A co ludzie powiedzą?”. I to właśnie te kroki budują w nas coś najważniejszego: wewnętrzną wolność.


Moda jako zabawa i energia życia


Jest jeszcze jedna rzecz, o której często się zapomina, mówiąc o pokazach: to może być po prostu dobra zabawa. Taka prawdziwa. Nie na pokaz.


To uczucie, kiedy czujesz w sobie lekkość, kiedy śmiejesz się z ludźmi za kulisami, kiedy wiesz, że jesteś częścią czegoś pięknego — i że to „piękne” nie musi być idealne. To może być odważne. Z charakterem. Z pazurem.


I chyba to lubię najbardziej: że moda bywa językiem emocji. Że można nią powiedzieć „jestem”, bez tłumaczenia się światu.


Dlaczego o tym piszę?

Bo wierzę, że kobiety potrzebują dziś dwóch rzeczy równie mocno: czułości i odwagi. A takie wydarzenia są jak przypomnienie, że obie te rzeczy mogą iść obok siebie.


Jeśli jesteś w momencie, w którym czujesz, że coś w Tobie woła o zmianę — o nowy krok, nową decyzję, nową wersję Ciebie — to ja powiem tylko jedno: spróbuj. Nie musisz od razu zmieniać całego życia. Wystarczy pierwszy ruch.


A jeśli chcesz zobaczyć więcej kadrów, emocji i kulis z moich dni — te „modowe” i te zupełnie zwyczajne — zaglądaj do moich social mediów. Tam najłatwiej być ze mną na bieżąco.

 
 
 

Komentarze


Komentowanie tego posta nie jest już dostępne. Skontaktuj się z właścicielem strony, aby uzyskać więcej informacji.
bottom of page